środa, 13 marca 2019

EPILOG

Na prawdę z wielkim trudem publikuje ten ostatni rozdział tego opowiadania. Mam nadzieje, że chociaż trochę te opowiadanie przypadło wam do gustu.
Zapraszam również na całkiem nowe Dramione Porywy Serca. oraz oczywiście na Wspomnienia Śmierciożercy

Znajdziecie mnie również na Wattpadzie.
Nie przedłużajac.
Zapraszam:

***


Hermiona stała przed wielkim lustrem w swoim tymczasowym pokoju w Norze. Przyglądała się swojemu odbiciu w lustrze. Dzisiaj był ten najważniejszy dzień w życiu. Już za kilkanaście minut miała stanąć na ślubnym kobiercu i  powiedzieć sakramentalne tak.  Piękna długa, koronkowa suknia opinała jej jeszcze zgrabne ciało, w którym powoli kiełkowało nowe życie. Długi ręcznie zdobiony welon kaskadami opadał na jej plecy. Cicho westchnęła wyglądając przez okno. Tłum gości powoli zbierał się pod wielkim rozstawionym namiotem, w którym już niedługo miała odbyć się ceremonia. Z rozmyślań wyrwało ją ciche pukanie drzwi.
-Proszę  - powiedziała cicho.
Drzwi ustąpiły z lekkim skrzypnięciem, a w nich stanęła starsza kopia Hermiony.
-Kochanie! - Jane Granger ze łzami wzruszenia spojrzała na córkę - Wyglądasz przepięknie.
Brązowowłosa posłała swojej rodzicielce delikatny uśmiech po czym z powrotem spojrzała w stronę ogrodu.
-Mamo - zaczęła niepewnie po chwili.
-Tak córeczko?
Jane podeszła bliżej córki.
-Czy byłaś pewna tego że chciałaś poślubić tatę?
Na ustach starszej kobiety pojawił się szeroki uśmiech.
-Dzień w którym wyszłam za Twojego Ojca był najszczęśliwszym dnie mojego życia.
Jane spojrzała czule na swoją córkę.
-To normalne, że się stresujesz - odparła w końcu uśmiechając się promiennie - Na prawdę pięknie wyglądasz - odparła ocierając łzę wzruszenia.
-Już czas - w drzwiach pojawił się właśnie Chris ubrany w czarny, idealnie dopasowany garnitur i z czułością spoglądał na swoją żonę i jedyną córkę.
Hermiona ostatni raz spojrzała na swoje odbicie w lustrze, po czym uśmiechając się delikatnie chwyciła wyciągnięta w jej stronę dłoń Ojca.

***

Draco skończył właśnie pakować ostatnią walizkę, kiedy ukratkiem spojrzał na zegar który właśnie wybił godzinę siedemnastą. z Cichym westchnieniem odłożył bagaż w miejsce, gdzie spoczywała już reszta jego spakowanych rzeczy. Wczoraj wieczorem dostał idealną ofertę pracy aurora w Nowym Jorku, którą bez wahania przyjął. Mimo jego starań Hermiona miała wyjść dzisiaj za Black'a, więc nic już go tu nie trzymało. Chciał się od wszystkiego odciąć, zacząć na nowo z czystą kartą. Dać szanse samemu sobie. Może jeszcze kiedyś będzie szczęśliwy?
Przeogromna pustka ogarniała całe jego ciało, a na myśl że już za parę minut będzie z pewnością po wszystkim sprawiał, że nie mógł usiedzieć w jednym miejscu. Nie zastanawiając się zbyt długo zarzucił na siebie granatową bluzę i zawołał Diega, który na dźwięk głosu swojego pana jak burza zjawił się tuż obok niego trzymając w pysku niebieską smycz.
-Dobry piesek - blondy podrapał swojego czworonożnego przyjaciela za uchem, po czym przypiął mu smycz i opuścił dom.

Hermiona wzięła głęboki wdech przekraczając wejście ogromnego białego namiotu. Wszystkie oczy zwrócone były w jej stronę. Powoli, ostrożnie stawiała każdy kolejny krok na czerwonym dywanie, który wyznaczał ściężkę aż pod sam ołtarz, gdzie czekał na nią dumny Olivier.  Brązowołowsa szła z dumnie podniesioną głową, a jej twarz nie wyrażała kompletnie żadnych uczuć. Może faktycznie te wszystkie jej wątpliwości były tylko i wyłącznie związane ze ślubem?  W końcu już za chwilę miała powiedzieć TAK mężczyźnie,z  którym spędzi resztę swoje życia. Kątem oka spojrzała na twarz swojego Ojca, który z szelmowskim uśmiechem kroczył dumnie prowadząc ją do ołtarza.  Widziała zapłakną, ale szczęśliwą twarz swojej matki, która co róż ocierała chusteczką kolejne łzy szczęścia.  Kiedy w końcu zatrzymali się przed ołtarzem,a  Chris oficjalnie pobłogosławił ich związek przekazujac swoja córkę jej przyszłemu mężowi, Hermiona poczuła przypływ gorącą, czuła jak jej serce bije jak oszalałe. Spojrzała na przystojną, uśmiechniętą twarz bruneta, a przed oczami stanęły jej tak dobrze jej znane niebieskie tęczówki. Nagle świat zaczął wirować, a ona bezwładnie usunęła się na czerwony dywan.
Kiedy po kilkunastu minutach powoli otworzyła oczy i zamrugała kilka razy zobaczyła przed soba zatroskane twarze swoich najbliższych. Czyżby znowu zemdlała? - Przeszło jej przez myśl. Powoli, przy pomocy Oliviera podniosła się z podłogi i omiotła wzrokiem wszystkich zebranych gości.  Jej wzrok w końcu przeniósł się na mężczyznę stojącego przed nią.
-Wszystko w porządku? -  brunet intensywnie wpatrywał sie w swoją nażyczoną starajac się cokolwiek wyczytać z jej oczu.
-Przepraszam - wychrypiała przełykając głośno ślinę.
Brązowe oczy ciągle wpatrywały się w nią ufnie.
Hermiona opuszkami palców dotknęła twarzy mężczyzny.
-Nie wyjdę za Ciebie.
Tłum gości zamarł w oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń.
-Mam nadzieję, że kiedyś znajdziesz odpowiednią osobę, z którą będziesz szczęśliwy - powiedziała lekko drżącym głosem i nie czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony bruneta, szybkim krokiem udała się w stronę wyjścia, odpinając po drodze welon, który z gracją niczym piórko opadł na czerwony dywan.
Chciała być szczęśliwa. Na prawdę szczęśliwa, a możliwe to było tylko z jedną osobą.
Niewiele myśląc teleportowała się pod dom blondyna.
Pewnym krokiem przekroczyła bramkę i prawie biegnąc z lekką zadyszką stanęła pod dużymi dębowymi drzwiami, bez wahania zapukała do drzwi, lecz nikt po drugiej stronie nie odpowiedział.
Z cichym westchnięciem usiadła na jednym ze schodków, jednym sprawnym ruchem uwolniła włosy z idealnego koka, które teraz kaskadami opadały jej na plecach, po czym oparła głowę na werandzie. Nie zostało jej nic innego zaczekać.
Sama nie wie ile tak siedziała, rozmyślając nad wydarzeniami dzisiejszego dnia.  Wiedziała, że brunet pewnie nie będzie chciał jej znać, ale nie mogła postąpić inaczej. W głębi duszy już od dawna zdawała sobie sprawę, że na dłuższą metę nie będą szczęśliwi.  Mimo, że jakaś cząstka jej go kochała, to tak na prawdę jej serce należało do właściciela tych niebieskich hipnotyzujących oczu.
Z rozmyślań wyrwało ją tak dobrze jej znane szczęknięcie, a tuż po chwili jak burza zmaterializował się koło niej Diego kładąc swoje przednie łapy na jej bielusieńkiej sukience.
-Hermiona? - blondyn zrobił wielkie oczy na widok byłej gryfonki.
Na widok chłopaka serce zaczęło bić jej jak oszalałe. Stał od niej zaledwie parę metrów dalej. Jak zwykle włosy miał w kompletnym nieładzie, co tylko dodawało mu uroku.
Hermiona powoli podniosła się z werandy, czuła jak łzy powoli napływają jej do oczu. Sama do końca nie wiedziała co tak na prawdę ma mu powiedzieć.  Kierowana impulsem podeszła do zszokowanego blondyna i go pocałowała. Lekko jeszcze zdezorientowany Draco niepewnie odwzajemnił pocałunek, po czym odsuwając się delikatnie od dziewczyny spojrzał w jej ciepłe czekoladowe oczy,a  na usta cisnęło mu się tylko jedno pytanie.
-A ślub?
-Uciekłam - wyszeptała.
Tyle mu wystarczyło.
Przyciągnął ją ponownie do siebie i złożył pocałunek na jej malinowych ustach.
Był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
-Chodź do środka - wymruczał między pocałunkami na co brązowowłosa przystała.

Draco otwierał właśnie butelkę dobrego czerwonego wina, kiedy Hermiona zeszła na dół ubrana tylko i wyłącznie w jego ciemnozielony T-shirt, który sięgał jej do połowy uda. Podeszła do blondyna i przytuliła się do niego od tyłu.
-Ja dziękuje - wymruczała mu do ucha.
Chłopak odwrócił się w jej kierunku kładąc ręce na jej biodrach i przyglądał się jej badawczo.
-Od kiedy? - uniósł pytająco brew.
-Jestem w ciąży - powiedziała spoglądając w niebieskie tęczówki chłopaka  - To twoje dziecko Draco - odpowiedziała wyprzedzając pytanie Dracona.



3 lata później...
Hermiona siedziała na szaro-zieolnym kocu w kratę i delikatnie gładziła się po już ogromnym brzuchu. Z uśmiechem na ustach spoglądała jak Draco z wielkim zapałem uczy ich dwuletniego syna latać na jego pierwszej dziecięcej miotle.
W końcu z sercem na ręku mogła powiedzieć, że była na prawdę szczęśliwa.

poniedziałek, 11 lutego 2019

Rozdział 32 Pamiętam





Wróciłam. Wiem, że nic nie tłumaczy tak długiej nieobecności. Musiało minąć trochę czasu bym odnalazła swoją wenę, którą gdzieś po drodze w pędzie życia zgubiłam.  Może ktoś tu jeszcze zagląda i z niecierpliwością czeka na zakończenie tej historii. Mam nadzieję, że nie wyszłam aż z takiej wprawy w pisaniu. 
Pozdrawiam.

Avadka.

***

7 tygodni później...


Dochodziło już południe, kiedy ze stosu papierkowej roboty oderwała go brązowa mała sówka, która natarczywie stukała w szybę. Blondyn cicho westchnął i otworzył okno wpuszczając sowę, która zgrabnie wylądowała na dębowym biurku. Jednym zwinnym ruchem oderwał przyczepiony list a na widok tak dobrze mu znanego pisma na kopercie poczuł przypływ gorąca. Po namiętnej nocy z Hermioną, nie miał z nią żadnego kontaktu. Pisał, dzwonił lecz była gryfonka ewidentnie go unikała. Tłumaczył sobie, że może potrzebuje czasu żeby oswoić się z tym wszystkim. Był cierpliwy czekał. Lekko drżącymi palcami odkleił kopertę i wyciągnął zawartość, a cała nadzieja jaką jeszcze przed chwilą miał prysła jak bańka mydlana. Z niedowierzenia zamrugał kilkakrotnie swoimi niebieskimi oczami, po raz kolejny czytając tych kilka bolesnych linijek tekstu.

ZAPROSZENIE NA ŚLUB

Hermiona Granger i Olivier Black mają zaszczyt zaprosić pana Dracona Lucjusza Malfoya wraz z osobą towarzyszącą na ceremonię zaślubin, która odbędzie się  26 sierpnia w ............

Niewiele myśląc poderwał się z krzesła i szybkim krokiem wyszedł ze swojego gabinetu mrucząc pod nosem do swojej asystentki, że do końca dnia nie pojawi się już w ministerstwie. Gorycz i żal ściskała jego serce,  a w myślach pojawiało się tylko jedno pytanie Dlaczego?  
W głębi duszy wierzył, że ich ostatnia noc była tą przełomową. Łudził się, że była gryfonka potrzebuje czasu.  Na Slytherina Draco jakim ty jesteś idiotą! - cichy głos nie dawał mu spokoju.
Niewiele myśląc wszedł do jednego z pobliskich barów, chciał się upić... zapomnieć.
Był już po paru głębszych, kiedy przysiadła się do niego długonoga blond piękność.  Ilość wypitego alkoholu zrobiła swoje, niewiele się zastanawiając spojrzał na nią swoimi niebieskimi oczami, tylko tyle wystarczyło żeby była jego. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak potrafi działać na kobiety. Po kilku zdaniach wymienionych z atrakcyjną blond pięknością wsiedli to taksówki i pojechali do niego.

***

Hermiona trzęsąca się ręka, przywiązała ostatnią kopertę z zaproszeniem na ślub i z żalem w oczach obserwowała jak brązowy ptak podrywa się do lotu by dostarczyć ją do właściwego odbiorcy. Czuła się podle ciągle unikając Dracona,  okłamując samą siebie, ze tak będzie dla nich obojga najlepiej. Zaniedługo weźmie ślub, jej życie rozbierze rozpędu,a  Draco? - Draco może w końcu kiedyś zapomni i jej wybaczy?  
Tak na prawdę okłamywała samą siebie - czuła się rozdarta, zagubiona we własnych myślach i uczuciach a na dodatek  coraz bardziej doskwierał jej brak wspomnieć sprzed tych kilku miesięcy przed porwaniem przez Lucjusza. 
Cicho westchnęła i podniosła się z kanapy, kiedy poczuła falę nadchodzących mdłości.  Wychodząc z łazienki jej wzrok natrafił na wiszący na ścianie kalendarzu a jej ciało zalała fala ciepła.
-To niemożliwe - jęknęła sama do siebie. Tak ją pochłonęła cała ta organizacja ślubu, że nawet nie zauważyła, ze od dwóch tygodni spóźnia się jej okres.
Hermiono spokojnie - powtarzała sobie w myślach - To na pewno przez stres. A jeśli nie? Natłok myśli nie dawał jej spokoju, poczuła tylko przypływ gorąca i sama nie wiedząc kiedy osunęła się na ziemie.

3 godziny później...

-Hermiona? - szatynka delikatnie otworzyła powieki i ujrzała parę oliwkowych oczu wpatrujących się w nią z martwieniem.
-Ginny?  - Hermiona rozmasowała obolałą głowę, w którą musiała się uderzyć mdlejąc.
-Wszystko w porządku? -  ruda spojrzała na swoją przyjaciółkę podając jej szklankę z zimną wodą.
-Co się stało ?
-Ty mi powiedz - ruda usiadła wygodnie na fotelu, delikatnie masujac swój już ogromy ciażowy brzuch - Miałyśmy się spotkać dwie godziny temu w salonie sukien ślubnych.
Wzrok Hermiony ponownie wylądował na wiszącym na ścianie kalendarzu.
-Wszystko w porządku - odparła - To tylko przemęczenie i sporo stresu.
Ginny zmierzyła podejrzliwie swoją najlepszą przyjaciółkę.
-Kogo jak kogo ale znam Cię na wylot mnie nie oszukasz - powiedziała z przekąsem- Hermiono wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim.
-Chyba jestem w ciąży... - wypaliła niepewnie Hermiona.
-W ciąży? - rudowłosa zmarszczyła brwi - z Olivierem?
Szatynka cicho westchnęła.
-Pamiętasz naszą rozmowę?  - zaczęła - Tą w której mi mówiłaś, że jeśli kiedykolwiek miało by dojść do czegoś między mną a Draconem..
Oliwkowe oczy rudowłosej spoglądały z zaciekawieniem na gryfonkę.
-Przespaliście się? - z trudem starała się ukryć podekscytowanie w głosie - Kiedy?
Hermiona spóściła wzrok na swoje splatane palce.
-Z miesiąc temu - na jej twarzy pokazał się soczysty rumieniec - Przez przypadek wpadliśmy na siebie w Ministerstwie, trochę wypiliśmy...
-I????
Ruda nie ukrywała już skrywanej ciekawości.
-Po wszystkim uciekłam - szatynka schowała twarz w dłoniach.
-A Draco?
-Próbował się ze mną skontaktować - westchnęła - A ja staram się unikać go jak ognia. Boję się spojrzeć mu w oczy Ginny.
-Chodź  - rudowłosa podniosła się z fotela i wyciągnęła dłoń do szatynki.
-Gdzie?
-Musimy się upewnić.
Hermiona bez słowa sprzeciwu chwyciła dłoń najlepszej przyjaciółki, i za nim się obejrzała stała przed wejściem do św. Munga by zmierzyć się z rzeczywistością.
Słowa lekarza odbijały się  w  jej głowie niczym echo.
"Gratulację jest Pani w ciąży".
Niepewnie dotknęła swojego brzucha, w którym powstawało nowe życie jej dziecko jej i Dracona.
Ponownie poczuła jak fala gorąca w nią uderza a ziemia ponownie wiruje...
W jednej chwili fala wspomnieć uderzyła w nią niczym  pięciometrowe tsunami. Sceny jedna po drugiej przemykały pod jej powiekami.
Draco... bal... Olvier...zdrada...wspólne święta...ich pierwszy pocałunek...felerna noc we Wrzeszczącej Chacie.
-Panno Granger wszystko w porządku?
Była gryfonka powoli otworzyła oczy i spojrzała na zatroskaną twarz lekarza.
-Tak - wydukała
-Proszę o siebie dbać i dużo odpoczywać -  brunet uśmiechnął się przyjaźnie - Widzimy się za miesiąc na wizycie kontrolnej.
Ginny podniosła się ociężale na widok wychodzącej z sali przyjaciółki.
- I co? - spytała z niecierpliwością.
-Pamiętam - odpowiedziała  z delikatnym uśmiechem, a w jej oczach zamigotały iskierki - Wszystko wróciło Ginny! Przepraszam, ale muszę coś załatwić! - Niezastanawiąjąc się zbytnio pocałowała przyjaciółkę w policzek i czym prędzej wybiegła ze szpitala pozostawiając rudą w osłupieniu.
Na zewnątrz zapadł już zmierzch, ciemne chmury powoli rozciągały się nad Londynem a grube krople deszczu co róż uderzały o chodnik, ale nawet spadająca z nieba ulewa nie przeszkadzała gryfonce, która  z łomoczącym sercem stała przy bramie prowadzącej do domu blondyna. Kierowana impulsem otworzyła żeliwną bramkę, która pod jej dotykiem delikatnie skrzypnęła. Pierwszy raz w życiu była pewna tego czego na prawdę chce i pragnie, a z każdą minutą wracało do niej coraz to więcej wspomnień. Spojrzała na okno w salonie spowite w półmroku a jej serce na sekundę zamarło. Blondyn stał przy barku szykując sobie drinka, kiedy niespodziewanie podeszła do niego długonoga piękność i zaczęła całować. Nie opierał się, gdy smukłe palce dziewczyny zaczęły rozpinać guziki jego koszuli odsłaniając idealnie wyrzeźbiony tors. Hermiona poczuła się jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody.

***

-Chcesz drinka? -  Draco podszedł do barku i nalał sobie do szklanki sporą ilość whisky. Alkohol już nieźle szumiał mu w głowie, i choć na chwilę sprawiał, że mógł zapomnieć, zatracić się.
-Mam ochotę na coś zupełnie innego - blondynka przygryzła uwodzicielsko wargę i podeszła do niego namiętnie całując. Nie opierał, się gdy delikatne dłonie dziewczyny odpinały kolejne guziki jego koszuli. Sam niewiele myśląc pozbawił dziewczynę obcisłej sukienki podniósł na ręce i posadził na stole namiętne całując. Kiedy poczuł zbliżającą się rękę dziewczyny na swoim pasku od spodni odskoczył jak oparzony.
Zdezorientowana blondynka niepewnie do niego podeszła.
-Nie mogę - wychrypiał.
-Zrobiłam coś nie tak? -  jej słodki głos zaczął przyprawiać go o mdłości.
Kogo on chciał oszukać?  - przeszło mu przez myśl. Żadna z tych ślicznotek nie mogła się równać z jego Hermioną. Nie mógł się poddać. To nie w jego stylu. Musi o nią zawalczyć ten raz.. ostatni raz.
-Chyba na Ciebie juz pora - nie spoglądając na dziewczynę podał leżąca na ziemi sukienkę, którą bez słowa ubrała  wyszła trzaskając drzwiami.

Następnego dnia blondyna obudziło uporczywe stukanie do drzwi. Otworzył powoli oczy i od razu je zamknął, promienie słoneczne raniły jego oczy, a wypity wczorajszej nocy alkohol dawał o sobie znać w postaci okropnego kaca.
-Już idę - wychrypiał podnosząc się z kanapy, na której musiał wczoraj usnąć. Gdy tylko otworzył drzwi do jak burza wleciała Paris.
Draco spojrzał na swoją najlepszą przyjaciółkę i przeczesał palcem swoje niesforne blond włosy, które opadały mu na oczy.
-Czyś ty już do końca ogłupiał!! - Paris nie kryła swojego poirytowania.
-Ciebie też miło widzieć - odparł.
-Coś ty sobie myślał, sprowadzając tą panienkę do domu?!!
-To chyba moja sprawa z kim się spotykam - uśmiechnął się ironicznie.
Blondynka prychnęła.
-Więc pewnie nie będziesz zainteresowany tym, że Hermiona przypomniała sobie wszystko sprzed wypadku.
-Czekaj.. Co?  - do blondyna powoli zaczynały docierać słowa przyjaciółki. - Hermiona odzyskała pamięć? - czuł jak puls zaczyna mu przyśpieszać - A to znaczy..
-Że spieprzyłeś sprawę po całości Draco - Paris cicho westchnęła - Była tu wczoraj wieczorem, widziała was.
Z ust blondyna wydobył się cichy jęk.
-Do niczego nie doszło - westchnął - Nie potrafiłem...
-Powinieneś z nią porozmawiać.
-Pewnie nawet na mnie nie spojrzy. Masz racje jestem skończonym idiotą Zawsze wszystko potrafię tylko spieprzyć.
Paris dobrze wiedziała, że jeśli nie weźmie spraw w swoje ręce to może być za późno, mimo ze kochała tego tlenionego blondyna to potrafił wyprowadzić ja z równowagi jak nikt inny.
-Idź się wykąp - rzuciła znienacka - Ogarnij się i za 15 minut spotykamy się na dole.


***

Pierwsze promienie sierpniowego słońca delikatnie pieściły twarz byłej gryfonki, która powoli otworzyła swoje czekoladowe oczy.  Leniwie się przeciągnęła i sięgnęła po swój ulubiony satynowy szlafrok, którym szczelnie się owinęła.  Z westchnieniem spojrzała na wiszącą na szafie suknie ślubną. Za dwa dni ma zostać żoną, a całe jej życie ulegnie diametralnej zmianie.  Jej rozmyślanie przerwało ciche pukanie do drzwi.  Gdy tylko je otworzyła od razu utonęła w hipnotyzującym lazurowym spojrzeniu blondyna. Na jego widok poczuła ukłucie w sercu. a przed oczami stanął jej widok z wczorajszego wieczoru.
-Draco? - nie kryła swojego zdziwienia - Co ty tu robisz?
-Musimy porozmawiać - chłopak nie czekając na zaproszenie wszedł do środka.
-Do niczego wczoraj nie doszło..
-Nie interesuje mnie to co i z kim robisz - Hermiona starała się zachować spokój. Nie chciała by widział, że cierpi.
-Wiesz jaka jest prawda? - Draco nie wytrzymał piętrzących się w nim emocji - Kocham cię jak wariat! Zrobiłbym dla Ciebie wszystko! Mam dość udawania, że nic między nami nie zaszło.  Każdy kolejny dzień bez ciebie jest dla mnie torturą. Próbowałem trzymać się od Ciebie z daleka, chciałem żebyś była szczęśliwa - z jego ust wydobył się cichy jęk rozpaczy - Problem w tym, że nie potrafię trzymać się od Ciebie na dystans.
Hermiona spoglądała na pełną emocję twarz blondyna, jego niebieskie oczy wpatrywały się w nią z nadzieją, a ona nie potrafiła wykrztusić z siebie żadnego słowa. Czuła jak w jednej chwili w gardle rośnie jej jedna wielka gula a samotna łza spływa po jej policzku. Zanim zdążyła jakkolwiek zareagować blondyna już nie było...


poniedziałek, 16 stycznia 2017

Rozdział 31 Opowiedz mi to jeszcze raz

Halo halo!
Jest tu jesacze ktoś?
Wiem nawaliłam na całej lini, obiecywałam rozdział i pach minęło dopiero pare miesięcy żebym się zmobilizowała  wzięła telefon do ręki,  zainstalowała blogera i coś napisała. Rozdział powstał w dwie godziny,  pisany na telefonie więc za wszelkie błedy przepraszam i mam nadzieje, że jeszcze tu jesteście i że wam się spodoba ;)

                           ***

Minął tydzień odkąd Hermiona zakończyła swoją naukę w Hogwarcie a przygotowania do ślubu pochłonęły ją całkowicie. Do uroczystości zostały niecałe dwa miesiące a  ona została tak naprawdę ze wszystkim sama. Rodzice mieli pełne ręce roboty a ich gabinet dentystyczny pękał w szwach od klientów.  Natomiast brzuch Ginny rósł niesamowicie szybko, wiec nawet nie przyszło jej do głowy by narażać swoja najlepsza przyjaciółkę na stres związany z przygotowaniami ślubu.  Była gryfonka szybkim krokiem przemierzała korytarze Ministerstwa Magii a stukot jej obcasów odbijał się od marmurowych ścian kiedy niespodziewanie poślizgnęła się tracąc równowagę i lądując na twardej zimnej posadzce ministerstwa.
-Hermiona? – do uszu dziewczyny dotarł tak dobrze znany jej głos, a silne ramiona pomogły jej się podnieść.
-Draco?- nie kryła zdziwienia – Co ty tu robisz?
-Pracuje – odparł dumnie – A ty?

Dopiero teraz Hermiona zobaczyła, że jest ubrany w szatę aurora a w jego błękitnych hipnotyzujących oczach szalały wesołe iskierki.
-Mam tutaj do załatwienia kilka spraw - odparla z uśmiechem i zarzuciła za ucho niesforny kosmyk który wymsknął się jej z niesfornego koka. A badawcze spojrzenie blondyna bardzo ją peszyło.
-Jak przygotowania do ślubu?
-Mam tyle rzeczy do ogarnięcia, a tak mało czasu że sama nie wiem za co się najpierw zabrać.
-Zdecydowanie potrzebujesz się trochę zrelaksować - blondyn uśmiechnął się łobuzersko,  a cichy głosik w jego głowie podpowiadał mu że to idealna okazja żeby ponownie spróbować zbliżyć się do dziewczyny.
-Co proponujesz?
-Kolacja. Dzisiaj.
-Dzisiaj?
-Będe po Ciebie o 19 Granger i nie chcę słyszeć źadnego ale.
Dziewczyna westchnęła i uśmiechnęła się delikatnie.
-No dobrze
-Do zobaczenia Granger - blondyn nachylił się nad dziewczyną i pocałował ją delikatnie w policzek po czym odwrócił się i zniknął za czarnymi drzwiami prowadzącymi do jego gabinetu.

Hermiona jeszcze przez dłuższą chwilę stała oszołomiona i z lekkim uśmiechem dotykała dłonią miejsca na policzku gdzie jeszcze przed chwilą czuła na nim usta blodnyna.
Reszta dnia pannie Granger minęła w zastraszającym tempie udało jej się pozałatwiać większość  spraw związanych z uroczustością ślubną,  ale na myśl o ślubie nie czuła żadnej euforii a całą tą sytuacje tłumaczyła sobie stresem.
Równo o godzinie 19 usłyszała dzwonek do drzwi i jak torpeda zbbiegała na dół po schodach zakładając szpilki. Stanęła przed drzwiami poprawiła jeszcze swoją czarną dopasowaną sukienkę i otowrzyła drzwi. Draco tego wieczoru wglądał naprawde przystojnie. Jak zwykle swoje blond włosy miał w artystycznym nieładzie a niesforna grzywka delikatnie opadała na jego czoło. Na sobie miał ciemnoniebieską koszule i czarne spodnie,  a jego niebieskie oczy nie potrafiły oderwać wzroku od gryfonki.
-Jak zwykle punktualny - Hermiona uśmiechnęla się do niego.
-Pięknie wyglądasz - Draco uśmiechnął się łobuzersko i pocałował ją na powitanie w policzek - Gotowa?
Dziewczyna skinęla głową i  chwyciła wyciągniętą w jej strone rękę blondyna,  który poprowadził ją w strone czarnego zaparkowanego Porsche.
Kolejne kiloemtry pokonywali w absolutnej ciszy, każde pogrążone we własnych myślach. Draco starał się analizować każdą sytuacje. Nie chciał tym razem niczego chrzanić, nie oczekiwał nawet niczego  po dzisiejszej kolacji. Wystarczyła mu tylko myśl, że dzisiejszy wieczór spędzi w towarzystwie tej cudownej dziewczyny, którą kocha całym sercem.
Po 20 minutach jazdy Draco skręcił w jedną z uliczek i wjechał na podwórko niedużego lez nowoczesnego domku jednorodzinnego. Opuścił samochód po czym pomógł gryfonce opuścić pojazd. Hermiona z wdzięcznością chwyciła ciepłą dłoń blondyna i z podziwem spoglądała na posesje.
-Jest twój? - zapytała,  z uśmiechem spoglądając na biały dom z grafitowym dachem i okiennicami.
-Mój - odparł dumnie - Chodź oprowadzę cię - chwycił dziewczyne za rękę i pociągnął w stronie pięknęgo ogrodu wypełnionego przeróżnymi kwiatami.
-Tu jest przepięknie - oczy Hermiony zalśniły na widok białych róż. Dom i ogród wyglądałytak jak zawsze sobie marzyła, a przed oczami przez chwilę zobaczyła dwójke malutkich szkrabów  z blond czuprynkami biegających po ogrodzie.
-Głodna? - głos blondyna wyrwał ja z marzeń.
-I to jeszcze jak!
Weszli do niedużego,  lecz przestronnego przedpokoju,  po prawej stronie znajdowały się dębowe schody prowadzące do góry,  natomiast po lewej stronie znajdował się dość spory salon w przytulnych barwach z oszkloną jedną ścianą, która prowadziła do przepięknego ogrodu. Przeszli przez salon i znaleźli się w kuchni połączonej z jadalnią. Na środku pomieszczenia znajdował się okrągły mahoniowy stolik z okryciem dla dwojga. Draco zaprowadził Hermionę do stolika, odsunął jej krzesło i poczekał aż usiądzie po czym zapalił świeczki i nalał wina. Zajął swoje miejsce po czym po jednym klaśnięciu dłońmi pojawiły się przed nimi talerze z przepyszną kaczką z jabłkami.  Draco przez cały czas nie odrywał wzroku od rozmyślającej o czymś dziewczynie.
-O czym tak myślisz?
Hermiona zbita z tropu jego pytaniem lekkosię zarumieniła. Upiła łyk czerwonego wina po czym odpowiedziała.
-Po prostu ten dom jest taki o jakim zawsze marzyłam.
"Jeśli tylko będziesz chciała może być Twój" pomyślał blondyn nie spuszczając wzroku z dIewczyny..
-Ciesze się,  że Ci się podoba sam starałem się wszystko zaprojektować.
Doskonale pamiętał jak kiedyś Hermiona opowiadała mu o tym jak miałby wyglądać jej wymarzony dom i z wielką starannością starał się to odtworzyć.

                          ***

Olvier chodził podenerwowany tam i spowrotem po swoim pokoju hotelowym, który przez laee tygodni miał mu służyć za dom. Od dobryxh kilku godzin nieudolnie stara się skontaktwać z Hermioną, która ignoruje jego telefony i nie odlpisuje na smsy. Próbował nawet skontaktować się z nią przez kominek z nadzieją, że znajdzie ja w salonie pochłonięta czytaniem kolejnego opasłego tomu jakiejś nudnej książki,  ale i tam jej nie było,  a w jego głowie zaczęły tworzyć się najróżniejsze teorie. Co jeśli się rozmyśliła? Albo coś się jej stało? Albo przebywa w towarzystwie tej tlenionej fretki - na samą myśl o blądynie zacisnął mocno pięści. Nie mógł się już doczekać kiedy to Hermiona zostanie jego żoną,  a wtedy zrobi wszystko by uniemożliwić blondynowi kontakt z byłą gryfonką. Ale nawet ta myśl nie sprawiła, że złe przeczucia go opuściły. Wiedział,  że Hermiona ma swoje zasady i zawsze stara się ich przestrzegać i nie mogłaby go zdradzić.

Tymczasem Hermionie wieczór przy Draconie upływał w bardzo miłej atmosferze, rozmawiali i żartowali jak starzy przyjaciele,  a blodnyn okazał się wyśmienitym kucharzem. Po kolacji i wypitej butelce czerwonego wina przenieśli się do ogrodu. Hermiona usiadła  ma drewnianej huśtawce a blondyn otwierał właśnie kolejne wino by rozlać zaraz szkarłatny płyn do kieliszków.
-Draco.. -  dziewczyna zaczęła niepewnie.
Chłopak usiadł koło niej i spojrzał z wyczekiwaniem wymalowanym.na twarzy.
-Tak?
-Jak to się stało, że zaczeliśmy normalnie ze sobą rozmawiać?
-Ginny Ci chyba wszystko opowiedziała.
-Tak - brunetka spojrzała w błękiyne oczy swojego rozmówcy - Ale chciałabym się tego dowiedzieć od Ciebie.
Draco cicho westchnął i upił łyk wina.
-Wszystko zaczęło się od spotkania w klubie nocnym,  to było pierwszy nasz wieczór bez żadnych kłotni i to.tylko dzięki upartości Paris - Draco uśmiechnął się na to wspomnienie - Przełomowym momentem był dzień w którym dowiedziałem się o śmierci Narcyzy - jego niebieskie oczy momentalnie posmjtniały - Uratowałaś mnie od zrobienia toralenj głupoty i mimo tych wszystkich przykrych rzeczy jakie ci wyrządziłem byłaś przy mnie, wspierałaś mnie i to właśnie dzięki Tobie udało mi się pozbierać i stanąć na nogi i jakoś poszło. - blodnyn coraz bardziej zagłębiaj się w historię relacji która ich łączyła - A potem ta cała sytuacja z Lucjuszem - na myśl o tych wspomnieniach Draco podniósł się z ławki i odszedł kawałek od Hermiony nie chciał,  żeby widziała jak bardzo cierpi - Tak bardzo cię przepraszam,  to wszystko przeze mnie.

Przez dłuższą chwilę tkwili w milczeniu. Hermiona nie wiedziała za bardzo jak.ma się zachować. Podniosła się z huśtawki i powoli podeszła do blondynai delikatnie położyła mu dłoń na ramieniu.
-To nie twoja wina - wyszeptała - Draco proszę spójrz na mnie.
Chłopak niepewnie odwrócił się do niej i spojrzał w jej czekoladowe oczy.
Hermiona delikatnie dotknęła opuszkami palców jego policzka.
To był ten moment. Ta jedna magiczna chwila.
Nie zastanawiając się ani sekundy gryfonka nachyliła się nad blondyn i delitanie go pocałowała. Pragnęła tego a cichy głosik w jej głowie podpowiadał jej, że właśnie to musi zrobić.
Lekko zaskoczony blondyn nie czekając na dalszą zachęte przyciągnął ją do siebie i zaczął namiętnie całować.  Całe te napięcie i podniecenie wyzuwalne między nimi w końcu znalazło upust. Draco jednym zwinnym ruchem wziął ją na ręcę i nie przestając całować udał się w strone sypialni.  Brunetka powoli odpinała po koleji guziki jedwabnej koszuli ślizgona, a w głowie dudniły jej słowa najlepszej przyjaciółki. Nie myślał w tym momencie o Olivierze liczyła się tylko ona i Draco.
Blondyn rozpiął delikatnie zamek czarnej sukienki i zsunął ją z dziewczyny delektując się jej jedwabistą skórą. Był teraz najszczęśliwszym facetem na ziemi.

                          ****
i jak?  wiem, że nie jest zbyt długi ale udało mi się chyba umieścić w rozdziale to co chciałam,  aczkolwiek pomysłów na ten rozdział miałam milion i wybrałam właśnie ten.
Całuję ;*
AvadKa

piątek, 8 kwietnia 2016

Wielki powrót Miłosnego Skandalu

Hej!
      Nie wiem czy ktokolwiek tu jeszcze zagląda a tym bardziej czeka na nowy rozdziały?
Wiem, że strasznie wszystko zaniedbałam i nie mam na swoją obronę żadnego sensownego wytłumaczenia czemu stało się tak a nie inaczej.
Może potrzebowałam trochę odetchnąć i na nowo znaleźć w sobie tą wenę, z którą tak łatwo przychodziło mi pisać rozdziały, dopóki w pewnym momencie zabrnęłam tak daleko że, stanęłam w martwym punkcie,a  do mojej głowy nie przychodziły żadne racjonalne pomysły jak dalej potoczyć całą tą historię.
     Na szczęście odpoczęłam i oto jestem! Z nowym szablonem mojego autorstwa i głową pełną pomysłów na to opowiadanie jak i te drugie Dramione -  Wspomnienia Śmierciożercy.
Mam nadzieje, że mi wybaczycie tak długą i nieodpowiedzialną nieobecność.

Ściskam was gorąco!
Wasza Avadka ;*
P.S. Dajcie po sobie jakiś znak w postaci komentarza, żeby wiedziała ilu was jeszcze jest i z niecierpliwością czeka na kolejny rozdział,

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 30 Wyznania

Wróciłam! ;) Po długiej nieobecności, i masie pozaliczanych egzaminów i projektów na studiach - w końcu mam czas żeby siąść przed moim ukochanym laptopem i zacząć pisać.
Mam wielką nadzieje, że aż tak bardzo źli na mnie nie jesteście i że większość z was dalej czeka na kolejny rozdział.
Na zakończenie przed przejściem do 30 rozdziału chciałam się pochwalić, że przeszłam staż w Szablono-Sferze, i od niedawna jestem tam nową szabloniarką ;) Także jeśli ktokolwiek z was potrzebował by szablonu to zapraszam ;) Dziewczyny na prawdę mają talent, a szablony wychodzą im cudowne  ;)
Pozdrawiam! Avadka ;)

~*~~*~~*~~

zakochałam się w tej piosence.


Ciepłe promienie czerwcowego słońca łagodnie rozlewały się po błoniach Hogwartu, które zapełnione były roześmianymi twarzami uczniów, którzy cieszyli się coraz szybciej zbliżającymi się wakacjami. Do zakończeniu roku został im zaledwie jeden dzień, ale nie wszyscy pałali radością na wieść o opuszczeniu murów zamku, które od tylu lat nazywali swoim drugim domem.
Jedną z takich osób był Draco Malfoy, który od ponad godziny spacerował samotnie po błoniach nie umiejąc znaleźć sobie żadnego miejsca, w którym spokojnie mógłby pomyśleć.
Minął dopiero tydzień od tej felernej kolacji z Hermioną. Wiedział, że posunął się za daleko. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to jeszcze nie pora, a jednak nie potrafił się opanować. Przyciągała go do siebie jak magnez, a jego cichy głosik w głowie zapewniał go, że i ona czuła to samo co on. Po prostu jest na to wszystko jeszcze za wcześnie.
-Smoku! - usłyszał z oddali głos swojego najlepszego przyjaciela, który już po chwili stał po jego prawej stronie
-Idziesz na dzisiejszą pożegnalną imprezę? - Zabini wyszczerzył swoje bielusieńkie zęby w uśmiechu.
-Sam nie wiem.
-Hermiona tam będzie – na ustach Zabiniego pojawił się jeszcze większy uśmiech na widok reakcji swojego przyjaciela, którego oczy zalśniły na dźwięk imienia gryfonki – To twoja ostatnia szansa, przed zakończeniem roku.
-Raczej nie będzie chciała nawet ze mną gadać – blondyn odparł beznamiętnie.
Czarnoskóry chłopak spojrzał na swojego kumpla podejrzliwie.
-Znowu coś odwaliłeś?
Draco przeczesał palcami włosy i spojrzał na swojego kumpla, który wbił w niego swoje intensywne spojrzenie, czekając na odpowiedź. Wiedział, że jeśli Blaise na coś się uprze to i tak z nim nie wygra. Blondyn cicho westchnął i  odparł:
-Po egzaminach wypiliśmy trochę i..
-Pocałowaliście się! - wszedł mu w słowo Diabeł z radością klaszcząc w dłonie.
-Prawie.
-Jak to prawie?
-Uciekła.. - blondyn ukrył twarz w dłoniach – Jestem skończonym kretynem Blaise – jęknął cicho – Schrzaniłem na całej linii.
Blaise przez dłuższą chwilę analizował słowa przyjaciela, drapiąc się przy tym intensywnie po brodzie.
-A może uciekła bo chciała tego, ale się bała?
-Co ty pieprzysz Zabini? - Draco spojrzał z niedowierzaniem na przyjaciela i usiadł na jednej z wolnych ławek nieopodal jeziora.
-Po prostu staram się to wszystko logicznie wyjaśnić – ślizgon usiadł koło blondyna i zaczął rzucać drobne kamyczki do jeziora – Postaw się na jej miejscu. Byliście kiedyś razem a ona tego nie pamięta, wróciła do swojego eks, który zdaję się być o nią chorobliwie zazdrosny. Czuje się rozdarta, bo jest świadoma tego, że kiedyś coś do ciebie czuła i jestem przekonany, że gdzieś tam w niej dalej są te uczucia, po prostu musisz sprawić żeby wróciły. Już raz sprawiłeś, że się w tobie zakochała, więc drugi raz nie powinien być problemem.
-Za pierwszym razem było inaczej.
-Jeśli byłbym na twoim miejscu i chodziłoby o Ginny, to wykorzystałbym każdą szansę na to żeby się do niej zbliżyć.
-Może masz rację.
-Przemyśl to – Blaise wstał z ławki i spojrzał na swojego kumpla – Impreza zaczyna się o 21 w Pokoju Życzeń – poklepał go przyjacielsko po plecach i udał się w kierunku zamku zostawiając blondyna samego z własnymi myślami.

***

Hermiona leżała wygodnie razem z Ginny na dużym łóżku w prywatnym dormitorium prefekt naczelnej. Brzuch Ginny z tygodnia na tydzień robił się coraz większy i bardziej zaokrąglony. Na ostatniej kontrolnej wizycie w skrzydle szpitalnym u pani Pomfrey okazało się, że rudowłosa będzie spodziewała się bliźniaków, którzy już niedługo mieli przyjść na świat.
-Gdzie w końcu zamieszkacie po zakończeniu szkoły?
-Na razie w domu rodzinnym Blaise'a, a potem się zobaczy.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę z twojego szczęścia – Hermiona uśmiechnęła się do przyjaciółki – Od zawsze marzyłaś o szczęśliwej rodzinie i dużym domu z ogródkiem i już niedługo to wszystko będziesz miała.
-Ty też będziesz miała już niedługo własną rodzinę.
Na słowa przyjaciółki gryfonka posmutniała.
-Co jest? - Ginny podniosła się do pozycji siedzącej i uważnie spojrzała na gryfonkę - Coś nie tak z Olivierem?
-Z Olivierem wszystko w porządku -Hermiona na chwilę się zawahała dobierając odpowiednie słowa – To chyba ze mną jest coś nie tak.
-Chcesz o tym pogadać?
-Po prostu od zeszłego tygodnia – na myśl o ostatnich wydarzeniach związanych z Draconem na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce – Och no dobra – wywróciła oczami lekko poirytowana swoim zachowaniem – W zeszłym tygodniu między mną a Draconem prawie do czegoś doszło.
-Jak to prawie?
-W porę się opamiętałam i uciekłam.
-Dalej nie rozumiem – Ginny zmarszczyła delikatnie brwi uważnie przyglądając się przyjaciółce analizując każde wypowiedziane przez nią słowo.
Hermiona westchnęła i opowiedziała rudowłosej ze szczegółami cały ostatni wieczór spędzony w towarzystwie ślizgona. Kiedy skończyła opowiadać czuła, że policzki palą ją żywym ogniem.
-Wiem, że nie powinnam dopuścić do tej całej sytuacji, ale czasem żałuje że nie pozwoliłam na to by ta cała sytuacja bardziej się rozwinęła. Może jakby doszło do czegoś między nami to cokolwiek bym sobie przypomniała? - z ust dziewczyny wydobyło się ciche westchnienie – Nie powinnam nawet tak myśleć, za dwa miesiące będę przecież mężatką.
-A co jeśli sobie w pewnym momencie wszystko przypomnisz? Wrócą te wszystkie uczucia, wspomnienia? Co wtedy zrobisz?
-Szczerze? Nie wiem i tego najbardziej się boję. Kiedy nie ma przy mnie Dracona wtedy czuje tą pewność, że chcę wyjść za Oliviera, ale kiedy tylko poczuję jego obecność wszystkie wątpliwości związane ze ślubem do mnie wracają. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że wtedy w tej łazience naprawdę tego chciałam i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.
-Powinnaś dać samej sobie szansę.
-Co masz na myśli?
-Poczekaj na rozwój wydarzeń. A jeśli miałoby dojść do czegoś między tobą a Draconem to nie opieraj się.
-Przecież to podchodzi pod zdradę..
-Nie zapominaj kto tu kogo pierwszego zdradził.
-To wszystko jest pokręcone.
-Nie namawiam cie do tego żebyś poszła i teraz weszła mu do łóżka – rudowłosa wywróciła oczami – Po prostu jeśli kiedykolwiek miałoby dojść do podobnej sytuacji to ja na twoim miejscu bym się nie wahała. Draco to naprawdę porządny facet, który nieudolnie stara się ukryć to, że jest w tobie zakochany po uszy.
-Wiem, i to jest w tym wszystkim najgorsze.

***

Wskazówki zegara wskazywały godzinę 21. Do pokoju życzeń przybywało coraz więcej uczniów z ostatniego rocznika, choć nie zabrakło tez i tych z młodszych klas, którzy próbowali za wszelką cenę wślizgnąć się na imprezę pożegnalna. Hermiona na tą okazje ubrała złotą, zwiewną sukienkę, z dużym wycięciem na plecach oplecionym jedynie siecią cieniutkich pozłacanych niteczek, na nogi założyła czarne sandały na wysokim obcasie, a włosy zostawiła rozpuszczone, delikatnie upinając je po bokach. Gdy tylko weszła na imprezę, od razu dostrzegła grupkę swoich przyjaciół zajmujących jedną z kanap pod ścianą. Blaise siedział obok Ginny obejmując ją czule ramieniem, obok nich siedział Harry wraz z Luną, natomiast Ron stał tuż obok kanapy przez cały czas rozglądąjąc się po pomieszczeniu w poszukiwaniu tylko tylko sobie znanej osoby.
Gryfonka poczuła lekką ulgę pomieszaną z rozczarowaniem, kiedy dostrzegła że wśród przyjaciół nigdzie nie ma blondyna.
Podeszła do kanapy i przywitała się ze wszystkimi, każdego po kolei całując w policzek.
-A gdzie Draco? - zapytała nie wytrzymując z ciekawości.
-Na pewno przyjdzie, wątpię żeby przepuścił taką okazje – uśmiechnął się porozumiewawczo do Ginny, która odwzajemniła uśmiech, co nie uszło uwadze Hermiony.
-To co – głos zabrał Harry – Zaczynamy imprezę?
Półtorej godziny później i po kilku mocniejszych drinkach Hermiona szalała na parkiecie z Zabinim, który okazał się być znakomitym tancerzem. Dopiero kiedy kolejna szybka piosenka zmieniła się w wolną z łobuzerskim uśmiechem na ustach pożegnał się z gryfonką i udał się w kierunku swojej świeżo upieczonej żony, która przez cały czas z rozbawieniem wymalowanym na twarzy ich obserwowała.
Hermiona miała już iść w kierunku baru kiedy do jej ucha dotarł cichy szept.
-Zatańczysz? - na te słowa chłopaka poczuła ciarki na całym ciele.
Powoli odwróciła się za siebie i od razu utonęła w tak dobrze jej znanych błękitnych tęczówkach blondyna. Przytaknęła twierdząco i podała mu powoli swoją dłoń, kiedy tylko chłopak ją ujął poczuła szybkie bicie serca, czemu tak na niego reagowała? To pytanie od kilku dni tłukło się w jej głowie uporczywie szukając odpowiedzi.
Draco poprowadził ją środek parkietu i delikatnie objął w tali. Kołysali się powoli w rytm muzyki. Przez większość czasu tej wyjątkowej chwili nie odezwali się do siebie ani słowem. Obydwoje z uśmiechem na ustach wpatrywali się w siebie, ciszę między nimi przerwał delikatnie zachrypnięty głos Dracona:
-Ładnie wyglądasz Granger- na jego ustach pojawił się szelmowski uśmiech.
-Ty też nie najgorzej Malfoy – odparła mu rozbawiona. Dopiero teraz mogła mu się dokładnie przyjrzeć. Ubrany był w czarne opinające spodnie i ciemnozieloną koszulę, której dwa ostatnie guziki pozostawił odpięte. Włosy jak zwykle miał w kompletnym nieładzie, a kilka blond kosmyków opadało mu niesfornie na czoło.
-Między nami wszystko w porządku? - wyszeptał jej niepewnie do ucha.
-Chodzi ci o ostatnie wydarzenia? - spojrzała na niego łagodnie się uśmiechając.
Kiwnął twierdząco głową.
-W jak najlepszym porządku. Nie musisz się o to martwić.
-Nie powinienem był doprowadzić do tej całej sytuacji.
-To ja cię do niej sprowokowałam – odpowiedziała.
-Ale..
-Nie ma żadnego ale – gryfonka weszła blondynowi w słowo – Obydwoje trochę wypiliśmy, alkohol uderzył nam do głowy, to normalne.
W tym samym momencie piosenka się skończyła, a oni skierowali się w stronę gdzie siedziała reszta ich przyjaciół.
Reszta wieczory minęła im w cudownej atmosferze.

***

Następnego ranka Hermiona jak burza szalała po całym swoim dormitorium zbierając swoje ostatnie rzeczy i pakując je do wielkiego, ciężkiego kufra. Dopiero kiedy odesłała swój bagaż za pomocą zaklęcia na główny hol Hogwartu, stanęła w drzwiach swojego dormitorium by na zawsze pożegnać się z tym miejscem, które nazywała domem. Z ciężkim sercem zamknęła za sobą drzwi i zeszła do pokoju wspólnego gdzie czekał na nią gotowy do wyjścia Draco wraz z uwiązanym na smyczy Diegiem, który wesoło zaszczekał na widok dziewczyny. Skierowali się na dół w stronę wielkiej sali gdzie czekała na nich reszta przyjaciół, nie odezwali się do siebie ani słowem, każde z nich czuło że w tym momencie traci jakąś część siebie. Koniec z masą nauki i stertą wypracowań i esejów, koniec z szlabanami, które musieli odbywać późnymi wieczorami, był to koniec pewnego rozdziału w ich życiu. Powoli, wielkimi krokami wchodzili do świata dorosłych, gdzie czeka ich prawdziwe życie, praca, problemy dnia codziennego.
W niezbyt dobrych humorach zajęli z jednych powozów, który właśnie podjechał pod bramy Hogwartu. Siedmioro przyjaciół z tęsknotą w oczach spoglądało na coraz bardziej oddalający się zamek. Dopiero kiedy kompletnie stracili się z oczu pierwsza odezwała się Ginny.
-Obiecajcie mi, że nic się między nami nie zmieni – odparła z łzami w oczach.
Hermiona chwyciła swoją najlepszą przyjaciółkę za rękę, dodając jej otuchy.
-Masz to jak w banku Ginny – odparła – jesteśmy rodziną, cokolwiek by się nie stało zawsze będziemy mogli wzajemnie na siebie liczyć.

***

Po pożegnaniu się z przyjaciółmi i opuszczeniu pociągu Hermiona od razu skierowała się do swojego domu, który dzieliła z Olivierem. Jedyne o czym marzyła, to długa ciepła kąpiel i wygodne miękkie łóżko za którym tak bardzo się stęskniła. Kiedy tylko przekroczyła próg swojego domu, do jej nozdrzy od razu dotarł zapach pieczonego kurczaka. Odłożyła klucze na garderobę znajdującą się w przedpokoju i skierowała się od razu do kuchni z której wydobywały się te cudowne zapachy.
-Cześć – przywitała się z Olivierem, który z zapałem krzątał się po kuchni.
-Już jesteś – odparł z uśmiechem na ustach podchodząc do niej i całując na powitanie – Jak podróż?
-Wyczerpująca – uśmiechnęła się blado – Jedyne o czym marzę to gorąca kąpiel.
-To idź na górę się odśwież, a ja dokończę kolację.

Czterdzieści minut później była gryfonka po relaksującej i odprężającej kąpieli zeszła do jadalni, gdzie czekał już na nią Olivier z gotową kolacją przy świecach.
-Co to za okazja? - zapytała nakładając sobie na talerz sporą porcje kurczaka.
-A musi być jakaś okazja, żebym mógł przyrządzić swojej przyszłej żonie kolacje? -brunet uśmiechnął się łobuzersko .
-A tak na serio? - Hermiona nie dawała za wygraną, dobrze go znała i wiedziała, że go coś dręczy.
-Dumbledore poprosił mnie o przysługę, muszę wyjechać z domu na miesiąc.
-Kiedy?
-Jutro z samego rana.
-A co z przygotowaniami do ślubu?
-Zdaje się na ciebie, wiem że na pewno wszystko przygotujesz idealnie.
-Czyli dajesz mi wolną rękę? - zapytała lekko rozbawiona.
-Chce żeby ten dzień był dla ciebie wyjątkowy, żeby był taki jaki sobie wymarzyłaś.
Olivier wstał od stołu i podszedł do siedzącej naprzeciwko Hermiony, kucnął obok niej i czule pogłaskał ją po policzku.
-Kocham Cię i chcę dla ciebie wszystkiego co najlepsze – powiedział po czym nachylił się nad nią i delikatnie pocałował. Szatynka z lekkim zawahaniem niezauważonym przez bruneta odwzajemniła pocałunek.


~~*~~*~~*~~

I oto jest kolejny rozdział, kolejny rozdział który ma tylko 4 strony w wordzie, ale szczerze mówiąc łatwiej mi się pisze krótsze rozdziały bez zbędnego lania wody i przeciągania akcji. 
Mam nadzieje, że się podoba  ;) 

środa, 6 maja 2015

Rozdział 29 Kolacja

Jestem wreszcie z nowym rozdziałem -  a wszystko to przez moje "kochane" studia i egzaminy, egzaminy i jeszcze raz egzaminy ;c.  Mam nadzieje, że rozdział się spodoba mimo, po raz kolejny nie zachwyca swoją długością.
Zapraszam też na Wspomnienia Śmierciożercy na nowy rozdział, i szablon który samodzielnie wykonałam ;)
Ściskam Avadka ;*

~~*~~*~~*~~

     Czas mknął do przodu nieubłagalnie szybko, zanim ktokolwiek zdążył się zorientować nadszedł czerwiec – najbardziej stresujący miesiąc dla uczniów ostatniego roku.
Ostatnie dni i noce dla Hermiony były strasznie wyczerpujące, większość czasu spędzała w nosie utkwionym w książkach próbując nadrobić stracony materiał z ostatnich kilku miesięcy, których kompletnie nie pamiętała.
Zegar na jej ścianie wskazywał drugą w nocy. Z cichym westchnieniem odłożyła podręcznik na stolik tuż koło jej łóżka, przebrała się w piżamę i z nadzieją, że spokojnie prześpi całą noc położyła się spać.
   Ciepłe promienie słońca delikatnie łaskotały Hermionę po twarzy, gryfonka przeciągnęła się na łóżku jak kotka i dopiero potem powoli otworzyła zaspane powieki i zerknęła na zegar, co podziałało na nią jak kubeł zimnej wody. ZASPAŁA! Jak błyskawica zerwała się z łóżka i popędziła do łazienki, zabierając po drodze już wcześniej przygotowaną czarną sukienkę opinającą jej zgrabne ciało. Siedem minut później z lekkim trudem i setką przekleństw pod nosem pokonywała ruchome schody na dziesięciocentymetrowych obcasach, była już w połowie drogi kiedy poczuła jak traci równowagę na jednym ze schodów, automatycznie zasłoniła rękoma twarz przed nieuniknionym upadkiem, ale ku jej zdziwieniu nic takiego nie nastąpiło. Otworzyła przestraszone oczy i ujrzała rozbawioną twarz blondyna, który mocno trzyma ją w swoich ramionach.
- Już trzeci raz ratuje ci życie Granger – powiedział z uśmiechem na ustach
- Nie wiem jak ci się odwdzięczę Malfoy – na jej ustach również pojawił się uśmiech.
- Wystarczy kolacja , dziś wieczorem po ostatnim egzaminie – Draco spojrzał Hermionie w oczy modląc się w duchu, aby ta się zgodziła – Co ty na to?
- Dzisiaj? - zmarszczyła zabawnie brwi – Pewnie.

  Mimo protestów gryfonki, resztę drogi aż pod Wielką Salę pokonała na rękach blondyna, który chciał się upewnić, że dotrze w jednym kawałku na egzamin. Roześmiani i w dobrych humorach wzbudzili nie miała sensację u uczniów znajdujących się na korytarzu. Wszystkie ciekawskie spojrzenia zostały skierowane na byłą parę, która zdawała się tego nie dostrzegać, pogrążona w ciągłym dogryzaniu sobie nawzajem. Dopiero kiedy drzwi od Wielkiej Sali otworzyły się, a w nich pojawił się Olivier zapraszający wszystkich do środka, Hermiona poczuła jak całe jej odprężone ciało sztywnieje ze stresu, a natarczywe spojrzenie Oliviera bacznie obserwujące każdy ruch jej i ślizgona, wcale nie sprawiało że czułą się odrobine lepiej. Wiedziała, że przy najbliższych spotkaniu z brunetem czeka ją kolejna scena zazdrości. Na tą myśl wywróciła tylko oczami i postanowiła się tym nie przejmować. Mogła się przyjaźnić z kim tylko chciała nawet jeśli miałaby to być przeklęta Pansy Parkinson, to jemu nic do tego. W ostatnim czasie Draco był jedyną bliską jej osobą, z którą mogła pogadać o swoich problemach. Ginny i Blaise nie umieli nacieszyć się sobą i swoim małżeństwem oraz juniorem, który miał już za parę miesięcy przyjść na świat. Harry przez większość czasu spędzał na boisku- trenując, natomiast Ron znikał na całe popołudnia na randki z tajemniczą nieznajomą, o której jak dotąd nie chciał nic nikomu powiedzieć.

  Hermiona z ulgą postawiła ostatnią kropkę na pergaminie i odłożyła pióro. Rozejrzała się po sali, gdzie większość ławek była już pusta. Na końcu sali dostrzegła Rona i Harry'ego, którzy męczyli się nad swoimi arkuszami, przeklinając siebie za lenistwo, które tak trudno jest im zwalczyć.
Zadowolona z siebie ruszyła przez rzędy ławek w stronę wyjścia, przez całą drogę czuła na sobie spojrzenie Oliviera, który powoli zaczynał ją lekko irytować swoją zazdrością.
Dopiero kiedy opuściła budynek szkoły i wyszła na świeże powietrze poczuła jak całe napięcie z jej ciała znika. Usiadła pod swoim ulubionym drzewem nad brzegiem jeziora, oparła się o konar i przymknęła powieki rozkoszując się delikatny, letni wietrzykiem, który muskał jej twarz. Na myśl, że za parę dni na zawsze opuści to miejsce napawał ją smutkiem. Spędziła tutaj najlepsze lata swojego życia, poznała niesamowitych ludzi, odkryła tyle tajemnic. A co najważniejsze – zyskała przyjaciół, którzy są dla niej jak rodzina.
Otworzyła oczy dopiero wtedy, kiedy usłyszała trzepot małych skrzydeł. Tuż przed nią usiadła mała sówka z liścikiem przypiętym do nóżki, kiedy szatynka odczepiła karteczkę sowa zahukała przyjacielsko i odleciała tylko w sobie znanym kierunku. Hermiona od razu poznała pisma Oliviera, który prosił o spotkanie. Z lekkim żalem opuściła swoje ukochane miejsce i podążyła w stronę Hogwartu. W drodze powrotnej spotkała roześmianego Blaise, który z wielkim zaangażowaniem bawił się z Diegiem, który stał się jego ulubieńcem i którego rozpieszczał przynosząc mu co chwile jakieś smakołyki z obiadu, przez co Diego przypominał coraz bardziej włochatą kupę futra zamiast psa.
Hermiona bez pukania weszła do gabinetu Oliviera, który obserwował błonia przez okno.
-Hej – przywitała się.
- Cześć – mężczyzna podszedł do niej i pocałował na powitanie.
- Coś się stało? - gryfonka usiadła wygodnie na fotelu za biurkiem i zaczęła się na nim obracać.
- Pomyślałem, że może spędzilibyśmy razem wieczór? -brunet podszedł do fotela i zatrzymał obracająca się Hermionę, po czym się nad nią nachylił.
- Chętnie, ale nie mogę dzisiaj – Hermiona nieśmiało spojrzała mu w oczy.
- Czemu? - zapytał lekko zbity z tropu
- Już jestem umówiona.
- Niech zgadnę – Olivier westchnął i oparł się o biurko - Malfoy?
Hermiona pokiwała speszona głową, wiedziała że rozmowa na temat ślizgona nigdy nie kończy się dobrze.
- Chyba nie mówisz poważnie? Przecież wiesz, że nie lubię jak się z nim widujesz, już sam fakt że razem mieszkacie doprowadza mnie do furii, a ty jeszcze wolisz spędzać nim wieczory zamiast z przyszłym mężem? - w głosie bruneta dało się słyszeć nutkę złości.
- Draco to mój przyjaciel - Hermiona wstała z fotela i podeszła do okna, gdzie jeszcze niedawno stał brunet – Jakbyś nie pamiętał zawdzięczam mu życie.
- To raczej nie ja w tym pokoju mam problemy z pamięcią.
- Ty tak na serio? - szatynka spojrzała na narzeczonego z niedowierzaniem.
- Wiesz, że nie o to mi chodziło...
- A o co? - fuknęła poirytowana – Niech zgadnę – zrobiła krótką pałzę – Boisz się, że przebywając z nim wszystko sobie przypomnę?
- Po prostu mi na tobie zależy, i nie chcę cię po raz drugi raz stracić.
- To nie zachowuj się jak dupek.
Przez dłuższą chwilę miedzy nimi panowała cisza, każde biło się z własnymi myślami. W końcu pierwszy odezwał się Olivier:
- Przepraszam – podszedł od tyłu do Hermiony i ją przytulił – Nie mogę ci zabraniać spotkań z przyjaciółmi – musnął ustami jej szyję – Wybaczysz mi?
- Zaufaj mi – odparła odwracając się do niego i spoglądając mu w oczy, cała złość jaką jeszcze przed chwilą czuła zniknęła.
- Ufam ci – odparł, opierając swoje czoło o jej – Kocham Cię.
- Ja ciebie też.


   Po dwóch godzinach Hermiona w końcu usiadła wygodnie na kanapie w swoim salonie, który dzieliła z Draconem i z ulgą zdjęła szpilki, od których powoli zaczęły jej się robić pęcherze na palcach, po czy rozmasowała delikatnie stopy. Dopiero po kilku minutach ujrzała na stoliku kartkę zaadresowaną do niej, sięgnęła po nią i przeczytała:

Czekam o 20 na błoniach.
Draco.

   Uśmiechnęła się do siebie po przeczytaniu tych kilku słów, była ciekawa co też takiego blondyn zaplanował. Odruchowo spojrzała na zegarek, miała jeszcze niecałe dwadzieścia minut, więc wstała z kanapy i skierowała się do swojego dormitorium. Jednym zwinnym ruchem ściągnęła z siebie sukienkę i podeszła do szafy, z której wyciągnęła swoje ulubione i najwygodniejsze jeansy, zieloną bluzkę, na którą zarzuciła letni płaszczyk. Następnie podeszła do lustra i poprawiła delikatnie makijaż, na usta nałożyła błyszczyk i była gotowa do wyjścia.
Na błoniach o tej porze dnia roiło się od uczniów, którzy napawali się ostatnimi promieniami słońca, które powoli chowało się za horyzontem. Hermiona szła przez błonia rozglądając się za blondynem, którego w końcu dostrzegła – stał oparty o jej ulubionym drzewem uśmiechając się łobuzersko.
Z uśmiechem na ustach podeszła do niego, pocałowała na przywitanie w policzek.
- Hej – odparł z lekką chrypką.
Wyglądał na prawdę oszałamiająco, niesforne włosy opadały mu delikatnie na czoło, rzucając cień na jego blade policzki. Jak zwykle jego strój był nienaganny, ciemne jeansy, szary podkoszulek – podkreślający jego hipnotyzujące tęczówki, i skórzana kurtka.
- Głodna? - zapytał.
- Jak wilk.
Na ustach blondyna po raz kolejny od kilku minut pojawił się łobuzerski uśmiech.
- O co chodzi? - Hermiona spojrzała na niego z ciekawością.
- Zamknij oczy – poprosił.
Hermiona posłusznie zamknęła oczy i z niecierpliwością czekała na dalszy rozwój wydarzeń. Poczuła jak jedwabny materiał oplata jej twarz.
- Podaj mi rękę.
Posłusznie wyciągnęła w jego stronę dłoń, którą delikatnie ujął i powoli zaczął ją prowadzić w tylko w sobie znanym kierunku. Gryfonka ostrożnie stawiała każdy kolejny krok, na miękkiej ziemi, która powoli przechodziła w piasek.
- Teraz schodki – usłyszała i w tym samym czasie poczuła pod stopami twarde podłoże.
Draco odwiązał szatynce opaskę z oczu i stanął obok niej.
- Możesz już otworzyć oczy – wyszeptał jej do ucha.
Hermiona powoli uniosła powieki, a widok jaki ujrzała sprawił, że zabrakło jej tchu w piersiach. Stała na drewnianym molo, które było po bokach oświetlone lewitującymi świeczkami, kilka metrów od niej na tle zachodzącego słońca, które rzucało na tafle wody pomarańczowo-różowe smugi, stał okrągły mahoniowy stolik dla dwóch osób. Kiedy tylko zajęli swoje miejsca przy stoliku, tuż przed nimi pojawiła się kolacja.
Kolacja mijała im w niesamowicie magicznej atmosferze, Hermiona była oczarowana miejscem, scenerią, a nawet Draconem, przy którym jeszcze nigdy nie czuła się tak swobodnie jak dzisiaj.
- Co zamierzasz robić jak wrócimy do Londynu? - zapytała.
- Chcę pozamykać ostatnie sprawy związane z Malfoy Manor.
- A co z pracą?
- Dostałem w tym tygodniu list z Ministerstwa Magii, zaproponowali mi posadę aurora tuż po skończeniu szkoły.
- Naprawdę? - w oczach gryfonki dało się dostrzec podekscytowanie – To cudownie! W końcu spełniają się twoje marzenia.
- A co z tobą ? -Draco szybko zmienił temat. Mimo że w głębi duszy cieszył się z tej propozycji, ale nie tak jakby to było jeszcze parę miesięcy temu.
- Pewnie pochłoną mnie przygotowania do ślubu.
- Macie już ustaloną konkretną datę?
- Ostatni weekend sierpnia.
Dwa i pół miesiąca – tylko tyle czasu mu zostało aby sprawić by ta cudowna dziewczyna ponownie się w nim zakochała. Czemu to musi być aż takie trudne?

   Po trzech opróżnionych butelkach wina, kolacja przeniosła się do salonu wspólnego prefektów naczelnych. Roześmiana Hermiona wygodnie rozsiadła się na kanapie i uważnie przyglądała się blondynowi, który ze skupieniem wymalowanym na twarzy męczył się z odkorkowaniem butelki.
- Cholera – przeklnął kiedy złamał korkociąg, a Hermiona wybuchnęła perlistym śmiechem.
- Takie to śmieszne? - spojrzał na nią z dziwnym błyskiem w oku i podszedł do niczego niespodziewającej się dziewczyny,jednym zwinnym ruchem przerzucił ją sobie przez ramie i mimo pisków oraz protestów gryfonki skierował się do łazienki.
- Draco puszczaj! - Hermiona dalej nie przestając się śmiać, próbowała się wyrwać z silnego uścisku blondyna.
- Ani mi się śni Granger – odparł rozbawiony i odkręcił kurek z wodą, która błyskawicznie napełniała ogromny basen znajdujący się w łazience.
- Nie odważysz się.
Draco uśmiechnął się pod nosem i jednym, zdecydowanym ruchem wrzucił dziewczynę do ciepłej wody.
Hermiona wynurzyła się z wody i przetarła rękoma oczy, spojrzała na zadowolonego z siebie Malfoya, po czym nie odrywają od niego spojrzenia zaczęła ściągać z siebie przemoczone ciuchy i odkładać je na brzeg basenu, dziękowała sobie w duchu, że użyła wodoodpornego tuszu do rzęs.
- Na co czekasz – uśmiechnęła się odpływając na środek basenu – Rozbieraj się.
Draco patrzył na nią jak zahipnotyzowany, dopiero po paru sekundach dotarły do niego słowa dziewczyny. Bez słowa zaczął zdejmować z siebie ciuchy i niedbale rzucił je na podłogę, po czym w samych bokserkach wskoczył do basenu. Zanurzył się cały w ciepłej wodzie, po czym zaczesał do tyłu mokre włosy i zaczął powoli podpływać do uśmiechniętej szatynki.
- Co? - zapytał głupkowato, kiedy zauważył że dziewczyna mu się uważnie przygląda.
- Teraz już wiem, czemu dziewczyny nie potrafią ci się oprzeć.
Uśmiechnął się na te słowa.
- Niestety są wyjątki – podpłynął do niej bliżej.
- Od czasu wesela nie widziałam cię z żadną.
- Mówisz o Amandzie? - uśmiechnął się na myśl o dziewczynie – To koleżanka.
- Było coś między wami?
Draco podpłynął do niej jeszcze bliżej, na co ta trochę się oddaliła.
- Dawno, dawno temu.
- A teraz?
- Nie.
Przez dłuższą chwile bawili się w kotka i myszkę, on się przysuwał a ona oddalała. Dopiero kiedy Hermiona poczuła jak plecami dotyka ścianki basenu, spojrzała w błękitne tęczówki chłopaka, które były niesamowicie blisko niej. Wypity alkohol szumiał im w głowie, a przyspieszone bicie serca powodowało ekscytacje. Byli tak blisko siebie...
Draco niepewnie dotknął policzka dziewczyny, na co ta zadrżała i przymknęła oczy.
- Lubisz gierki Granger? - wymruczał jej do ucha, delikatnie ustami muskając jego płatek.
- Może – otworzyła swoje czekoladowe oczy i spojrzała na poważną twarz chłopaka.
W jej głowie zaczęło migać czerwone światełko.
- Nie – wypaliła niespodziewanie i jak najszybciej wyszła z basenu – Zapomnij o tym – odparła szybko zbierając swoje mokre ciuchy.
- Hermiona...
- Dzięki za miły wieczór Draco – nachyliła się nad nim i pocałowała w policzek po czym szybko opuściła łazienkę i zamknęła się w swoim dormitorium.

Jednym zaklęciem wysuszyła swoje włosy, przebrała się w piżamę i rzuciła na łóżko. Nie rozumiała tego co ostatnio się z nią dzieje? Nie powinna się tak zachowywać, nie powinna dawać mu nadzieji... A jednak to zrobiła, a co najgorsze jej się to podobało... 

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 28 Weselne potyczki

Wiem, że zrobiłam trochę długą przerwę między rozdziałami ale szukałam mojej weny, która umie znikać niespodziewanie. I tak oto natknęłam się na nią przypadkiem pochłaniając w dwa wieczory serial Murder in the First z Tomem Feltonem w roli głównej i oto dziś jestem z nowym rozdziałem, i małą niespodzianką, którą znajdziecie pod nim.
Mam nadzieje, że was nie zawiodłam!
Czekam na wasze szczere opinie! 
Ściskam Avadka ;*

~~*~~*~~*~~


Nadszedł kwiecień a wraz z nim tak długo wyczekiwany moment, którym był ślub Ginny i Blaisea.  Część gości już od kilku dni przebywa w Norze i pomaga w przygotowaniach.  Dziewczyny od rana do wieczora swój czas spędzały w kuchni wraz z Molly, która wymyślała coraz to nowsze i wykwintniejsze potrawy. Natomiast faceci na czele z Panem Weasleyem  cali obłoceni z podartymi spodniami i wielką zażartością walczyli z gnomami ogrodowymi. Dopiero późnym wieczorem po wspólnej kolacji każdy miał chwilę dla siebie aby odetchnąć po intensywnym dniu pełnym pracy. 

Hermiona wraz z Ginny i Paris leżały wygodnie na dużym hamaku umieszczonym w ogrodzie za Norą i delektowały się ciepłym wiosennym wieczorem. Słońce już dawno chyliło się ku zachodowi pozostawiając jedynie pomarańczowo-różową smugę na niebie. Trójka dziewczyn postanowiła ten ostatni wieczór przed ślubem spędzić tylko i wyłącznie w swoim towarzystwie, śmiejąc się do łez i obgadując niczego nieświadomych chłopaków, dopiero kiedy temat zszedł na Dracona i Hermionę, szatynka trochę zmarkotniała.
-Dalej ze sobą nie rozmawiacie? – Paris spojrzała z zaciekawieniem na gryfonkę.
-Unika mnie jak ognia – odpowiedziała smutno.
-Wiesz, że jemu też nie jest łatwo.
-Ale to nie usprawiedliwia go do zachowywania się jak skończony dupek.
-Raczej nikt z nas nie potrafi do końca jeszcze oswoić się z tą nową sytuacją –Paris nie dawała za wygraną, już jakiś czas temu postanowiła że za wszelką cenę postanowi zbliżyć do siebie tą dwójkę, choćby miała dać się pokroić żywcem nie miała zamiaru się poddać.
-A myślisz, że mi jest łatwo?  Naprawdę żałuję tego, że nie pamiętam kilku ostatnich miesięcy. Ale nic z tym zrobić nie mogę! Staram się z każdym dniem iść na przód.
-Ale czemu z Olivierem? Po tym wszystkim co Ci zrobił – blondynka spojrzała hardo w czekoladowe oczy Hermiony.
-Kocham go, dostaliśmy drugą szansę i nie zamierzam jej zmarnować. Może tak po prostu miało być.
-Jeśli tak myślisz to jesteś naiwna – Paris prychnęła – Zdradził cię raz i zrobi to kolejny.
-To nie twój problem – fuknęła rozłoszczona szatynka.
-Ja po prostu się o ciebie martwię.
-Jestem duża, poradzę sobie.
-Dziewczyny dajcie już spokój! – wtrąciła się rudowłosa, która od dłuższego czasu przysłuchiwała się rozmowie dziewczyn.
-Idę spać – odparła Hermiona po dłuższej chwili, pożegnała się z dziewczynami i czym prędzej udała się w stronę Nory, chciała pobyć choć przez chwilę sama.
Kiedy weszła do swojej tymczasowej sypialni, którą dzieliła z Paris i przyszłą panną młodą od razu podeszła do swojego łóżka i z walizki wyciągnęła najpotrzebniejsze rzeczy i udała się  w stronę łazienki.
Zamyślona otworzyła drzwi do łazienki i weszła do środka kompletnie nie zwracając uwagi na osobę biorącą aktualnie prysznic. Dopiero kiedy związała swoje niesforne, długie włosy w kucyk i spojrzała w lustro, zobaczyła parę błękitnych oczu, która przenikliwie się w nią wpatrywała.
-Myślałam, że wszyscy już śpią – zaczęła się tłumaczyć i obróciła się w stronę blondyna, dopiero wtedy zobaczyła, że stoi przed nią kompletnie nagi, a po jego umięśnionym ciele spływały kropelki wody. Na ten widok zarumieniła się speszona i szybko odwróciła wzrok.
-Możesz się ubrać? – poprosiła.
-Po co? – wzruszył ramionami nie spuszczając z niej wzroku – I tak już nie raz widziałaś mnie nagiego.
Jego słowa sprawiły, że rumieńce na jej twarzy przybrały teraz odcień wiśni, które tak bardzo uwielbiała. Jego widok ją onieśmielał.
-Proszę – wydukała.
Draco tylko wzruszył ramionami i owinął się w pasie puchatym ręcznikiem.
-Dziękuję – dziewczyna odetchnęła z lekką ulgą.
Ślizgon przez dłuższą chwilę przyglądał się uważnie gryfonce, z każdą kolejną sekundą przypływały do niego wspomnienia związane z tą niesamowitą dziewczyną. A co najgorsze nie potrafił o niej zapomnieć. Im bardziej się starał tym bardziej go do niej ciągnęło. Kierowany impulsem powoli podszedł do niej, a ona zrobiła kilka kroków do tyłu, zatrzymała się dopiero wtedy, gdy natknęła się na przeszkodę w postaci umywalki.  Dzieliło ich od siebie zaledwie kilka centymetrów. Hermiona mogła poczuć jego ciepły, przesiąknięty alkoholem oddech na swojej twarzy. Nie wiedziała czego może się po nim spodziewać, a tak nutka niepewności wzbudzała w niej ekscytację.  Draco dotknął delikatnie jej policzka i poczuł jak pod wpływem jego dotyku dziewczyna zadrżała. Nie odrywając od niej wzroku założył jej za ucho niesforny lok, który wyślizgnął się z kucyka .
-Do twarzy Ci z rumieńcem Granger – wyszeptał jej do ucha, po czym odsunął się od niej wziął swoje rzeczy i wyszedł z łazienki pozostawiając osłupiałą dziewczynę kompletnie samą.


***

Wreszcie nadszedł tak długo wyczekiwany przez wszystkich dzień.  Od samego rana wszyscy mieli pełne ręce roboty. Pani Weasley wraz z matką Blaisea rozdawały wszystkim po kolei zadania do wykonania, natomiast same dokańczały  ostatnie potrawy w kuchni.  Chłopaki mieli jedno z najcięższych zadań, którym było postawienie i przygotowanie namiotu na przybycie gościu, nad wszystkim jednak czuwała Paris, która  miała dopilnować żeby to wszystko miało ręce i nogi.  Hermiona natomiast od samego rana spędzała czas z Panna Młodą, którą miała przygotować do jej najważniejszego dnia w życiu. Zaczęły od fryzury, która zajęła im ponad dwie godziny, ale efekt był olśniewające. Długie, błyszczące włosy Ginny upięte były w cudownego koka, którego oplatał
francuz. Z makijażem poszło im o wiele łatwiej, postawiły na delikatny makijaż, który podkreśli duże oliwkowe oczy dziewczyny,  W końcu po ponad trzech godzinach pracy, Ginny stała w długiej, dopasowanej, koronkowej sukience i spoglądała na siebie w lustrze, a w jej oczach zaszkliły się łzy.
-Hermiona jesteś niesamowita!  - rudowłosa odwróciła się do przyjaciółki z szerokim uśmiechem na ustach – Dziękuję.
-Wyglądasz pięknie i tylko to się liczy – Hermiona odwzajemniła uśmiech – Blaise padnie z wrażenia jak Cię zobaczy.
Nagle Ginny trochę posmutniała.
-Boję się – powiedziała ponownie spoglądając do lustra.
-Czego?
-A co jeśli Blaise się rozmyśli?
-On za tobą szaleje Ginn!
-Ale..
-Nie ma żadnego ale – weszła jej w słowo szatynka – On za tobą szaleje, za parę godzin będziesz Panią Zabini – podeszła do niej i ją przytuliła – Będzie cudownie zobaczysz.


W tym samym czasie Paris zapukała do dębowych drzwi a po usłyszeniu cichego proszę weszła do pokoju, gdzie na szczęście zastała Dracona samego bez swoich tymczasowych współlokatorów, którymi byli Harry i  Ron.
-Cześć – powiedziała  na przywitanie.
-Hej – mruknął blondyn i pociągnął sporego łyka  alkoholu ze szklanki, którą trzymał w dłoni.
Paris stanowczym krokiem podeszła do Dracona, i jednym szybkim ruchem wyrwała mu szklankę z dłoni i postawiła ją na komodzie, jak najdalej od blondyna.
-Oddawaj to moje! – oburzył się ślizgon i wstał z łóżka żeby zabrać z powrotem szklankę.
Drogę zagrodziła mu Paris, która nawet w czerwonych szpilkach była trochę niższa od niego.
-Siadaj – powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Draco posłusznie usiadł  na łóżko i uważnie obserwował swoją przyjaciółkę.
-Koniec z użalaniem się nad sobą Draco, weź się w końcu w garść – zaczęła  - Alkohol nawet w najmniejszym stopniu nie rozwiąże twoich problemów.
Draco prychnął.
-Moje życie, moja sprawa –odburknął.
-Z takim nastawieniem na pewno nie odzyskasz Hermiony.
-Co? – wypalił zdziwiony.
-Chcesz ją odzyskać czy nie?
-Co za różnica?  - wzruszył ramionami – Jest z tym cholernym Blackiem, pobierają się w sierpniu.  Nic nie mogę zrobić.
-Skoro pokochała Cię raz, czemu nie miałabym drugi?
-Przestań chrzanić Paris – odpowiedział lekko zdenerwowany i podszedł do otwartego okna – Przegrałem. Może po prostu nie zasługuję na taką kobietę jak ona – skrzywił się na dźwięk swoich słów – Syn śmierciożercy przez, którego o mało co nie zginęła. Reputacja mojego ojca już na zawsze będzie do mnie przypięta bez względu na to co zrobię – odparł smutno.
-Ona naprawdę za tobą tęskni – Paris  podeszła do przyjaciela i oparła głowę na jego ramieniu.
-Skąd wiesz?
-Zaufaj mi.
Przez dłuższą chwilę stali w miliczeniu przyglądając się  weselnym gościom, którzy powoli zaczęli przybywać.
-Doprowadź się do porządku i za dziesięć minut widzę cię w ogrodzie – pocałowała go w policzek na pożegnanie i opuściła pokój.



Kiedy Draco w końcu opuścił Norę i wyszedł do ogrodu większość weselnych gości pozajmowała już swoje miejsce pod przystrojonym białym namiotem, gdzie miała odbyć się ceremonia a następnie wesele.  Szedł spokojnie po czerwonym dywanie mijając kolejne rzędy krzeseł,  kątem oka dostrzegł Państwa Granger zajmujących już swoje miejsca.  Kiedy doszedł już do ołtarza poklepał przyjacielsko zestresowanego Blaisea, któremu z ust nie schodził szelmowski uśmiech i  jako świadek stanął tuż obok niego.  Po drugiej stronie ołtarza pojawiła się Hermiona, a jej widok zaparł blondynowi dech w piersiach. Wyglądała przepięknie w długiej, złotej sukience delikatnie opinającej jej ciało. Chłopak uśmiechnął się do siebie kiedy zobaczył na jej szyi tak dobrze znane mu perły – które podarował jej przed balem bożonarodzeniowym. 
Po całym namiocie rozeszły się ciche westchnienia na widok Pana Weasleya, który z dumą wymalowaną na twarzy prowadził swoją córkę w stronę ołtarza, lecz Draco zdawał  się tego nie zauważać, przez cały czas nie mógł oderwać wzroku od Hermiony, która właśnie uśmiechnęła się na widok swojej najlepszej przyjaciółki.
Kiedy w końcu Pan Weasley przekazał swoją córkę Blaise’owi cała napięcie jakie utrzymywało się w chłopaku prysło jak bańka mydlana, czuł jak spokój ogarnia całe jego ciało a on czuje się najszczęśliwszym facetem na świecie trzymając swoją ukochaną za rękę. Już za chwile mieli stać się nierozłączni.
Po powiedzeniu sobie symbolicznego „tak” i pocałunku pieczętującego ich nową wspólną drogę życia, całe pomieszczenie zatrząsało się od oklasków i wiwatów na cześć młodej pary. Pani Weasley i Pani Zabini siedząc w pierwszym rzędzie szlochały cicho, nawet w oczach Hermiony zaszkliły się łzy, a na jej twarzy pojawił się najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek ślizgon mógł zobaczyć.
Po całej ceremonii przyszła pora na tak bardzo wyczekiwane przez wszystkich wesele. Wszystkie rzędy krzeseł w jednej chwili zniknęły a na ich miejscu pojawiły się ustawione wokół parkietu ośmioosobowe okrągłe stoliki zastawione przepysznym pachnącym jedzeniem.  Draco podszedł do barku i zamówił ognistą whiskey, po czym zajął stolik w najbardziej oddalonym miejscu, skąd mógł wszystkich obserwować. Uśmiechnął się na widok swojego najlepszego przyjaciela, który właśnie prosił swoją nowo upieczoną żonę do pierwszego tańca. W głębi duszy zazdrościł Blaise’owi. Miał wszystko to czego on tak zawsze pragnął.
Na parkiecie zaczęło pojawiać się coraz więcej par. Do tańczących dołączyła również Hermiona z Olivierem, na widok których Draco skrzywił się w duchu i pociągnął spory łyk ognistej. Miał ochotę się upić. Niespodziewanie usłyszał jak krzesło obok niego odsuwa się z lekkim szurnięciem i ktoś siada obok niego.
-Za kim się tak rozglądasz?  - usłyszał aksamitny, kobiecy głos.
Odwrócił się w stronę swojej towarzyski.
-Amanda?
-Miło, że o mnie nie zapomniałeś – kobieta posłała mu czarujący uśmiech.
Amanda była piękną, młodą kobietą o śniadej karnacji i burzą czarnych kręconych włosów, które  opadały jej delikatnie na ramiona. Była kuzynką Zabiniego ze strony jego ojca. Poznali się jakieś trzy lata, kilka razy spotkali się na jakiejś imprezie i wylądowali ze sobą w łóżku. Każde ich spotkanie przeważnie kończyło się tak samo.
-Nigdy nie zapomniałem – posłał w jej stronę łobuzerski uśmiech.
-Miałam nadzieję, że cię tu spotkam –powiedziała bawiąc się kołnierzykiem jego białej koszuli.
-Doprawdy? – uniósł jedną brew.
-Mhmm – upiła łyk szampana i przygryzła dolną wargę.
Draco przyjrzał się uważnie dziewczynie. Była ubrana w czerwoną obcisłą sukienkę, odkrywającą jej plecy, a z uszu zwisały jej długie odbijające światło kolczyki.  Jak zwykle prezentowała się wyzywająco i seksownie. Nagle jego spojrzenie powędrowało z powrotem w stronę tańczącej Hermiony, która właśnie odwzajemniała pocałunek Oliviera. Nie zastanawiając się zbyt długo blondyn zaprosił dziewczynę do tańca. Chciał się dobrze bawić, zaszaleć, a przede wszystkim zapomnieć.

Po kliku godzinach dobrej zabawy Hermiona usiadła przy swoim stoliku tuż koło Ginny, która rozmasowywała spuchnięte stopy. Wzięła do ręki swojego drnika i upiła sporego łyka, a jej spojrzenie ciągle utkwione było w Draconie, które w najlepsze flirtował z jakąś czarnowłosą dziewczyną.
-Kim jest ta dziewczyna, z którą rozmawia Draco? – zapytała siedzącą obok przyjaciółkę.
-To kuzynka Blaise’a.
-Myślisz, że jest coś między nimi?
Ginny wzruszyła ramionami.
-Podobno spędzili ze sobą kilka nocy.
-Aha  - Hermiona spojrzała w stronę stolika gdzie siedział blondyn z dziewczyną, która właśnie go pocałowała a on z lekkim zawahaniem odwzajemnił pocałunek – Powinien sobie kogoś znaleźć – odparła szatynka po dłuższym namyśle.
-Ty tak na serio?  - Ginny przyjrzała się dokładnie swojej najlepszej przyjaciółce.
-Chce dla niego jak najlepiej.
-Ty jesteś dla niego najlepsza.
-Co masz na myśli?
-Zmienił się dzięki tobie Hermiono, on cię potrzebuje, oboje siebie potrzebujecie.
-Spróbuje z nim porozmawiać.


Słońce już jakiś czas temu schowało się za horyzontem a jego miejsce zajął księżyc, który oświetlał wszystko swoją srebrzystą poświatą. Draco siedział  razem z Amandą przy stoliku i wspominał jedną z imprez na której się spotkali gdy niespodziewanie dziewczyna nachyliła się nad nim i go pocałowała. Lekko zaskoczony odwzajemnił pocałunek,  kiedy się od niej oderwał wyszeptał jej co na ucho i wyciągnął w jej stronę dłoń, którą z uśmiechem przyjęła. Opuścili namiot i skierowali się w stronę Nory. Kiedy tylko znaleźli się w środku poza zasięgiem ciekawskich spojrzeń, blondyn przyciągnął do siebie dziewczynę i zaczął namiętnie całować. Miał nadzieje, że jest to jedyny sposób żeby  w końcu zapomnieć o Hermionie.  Ślizgon wziął Amandę na ręce i zaniósł ją po stromych schodach na górę, dopiero kiedy znaleźli się w jego tymczasowej sypialni postawił ją spowrotem na ziemi. Dziewczyna nie czekając ani chwili popchnęła go na łóżko i zsunęła z siebie czerwoną sukienkę, po czym usiadła na nim okrakiem i wpiła się w jego usta.
Z każdym kolejnym pocałunkiem, sumienie dawało się coraz bardziej we znaki blondynowi, a czerwone światełko w jego umyśle pulsowało coraz bardziej.
Nie potrafił.
Nie mógł.
Czuł wyrzuty sumienia.
Dlaczego?
Ponieważ nie była nią. Nie była jego Hermioną.
Jednym zdecydowanym ruchem zrzucił z siebie niczego niespodziewającą się dziewczynę. W głowie ciągle słyszał dzisiejszą rozmową z Paris. Nie mógł jej stracić, nawet jeśli miałby być tylko jej przyjacielem, chce być obok niej, być oparciem, ramieniem do  wypłakania, chciał uczestniczyć w jej życiu, chciał sprawić by zakochała się w nim jeszcze raz. Zostały mu tylko cztery  miesiąca, cztery najważniejsze miesiące w jego życiu. Cztery miesiące, które postanowił dobrze wykorzystać.
-Wszystko w porządku? -  usłyszał zaniepokojony głos Amandy.
Spojrzał na nią przelotnie po czym opuścił pokój i pognał w stronę namiotu. Z lekką zadyszką przystanął  w wejściu i zaczął rozglądać się za gryfonką. Dostrzegł ją na parkiecie uśmiechniętą od ucha do ucha, tańczącą z Blaisem.
Przeczesał palcami niesforne włosy i podszedł do tańczącej pary.
-Odbijany – poklepał kumpla po plecach, a ten z łobuzerskim uśmiechem przekazał mu partnerkę.
Akurat zaczął lecieć wolny kawałek. Draco objął Hermionę w tali i przyciągnął ją bliżej do siebie, przez dłuższą chwilę tańczyli w milczeniu,  żadne z nich nie wiedziało jak zacząć rozmowę.
-Możemy porozmawiać? – odezwał się w końcu blondyn patrząc dziewczynie w oczy.
-Pewnie – odparła niepewnie się uśmiechając.
Ślizgon wziął ją za rękę i poprowadził w stronę wyjścia do ogrodu. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, nawet kiedy mijali Oliviera, który spoglądał na niego podejrzliwie, szedł przez siebie niezrażony. Zatrzymał się dopiero pod jedną z jabłoni, gdzie w ciszy i spokoju mogli porozmawiać.
Draco po raz kolejny ze zdenerwowania przeczesał palcami niesforne blond włosy i niepewnie spojrzał na dziewczynę, z nadzieją że wyczyta z niej jakiekolwiek emocje.
-Wiem, że przez ostatni czas zachowywałem się jak skończony dupek – zaczął niepewnie – Potrzebowałem pobyć sam, żeby oswoić się z tą całą sytuacją. Nie chcę cię stracić, nawet jeśli mamy być tylko przyjaciółmi to pragnę być przy tobie – zmieszany wbił wzrok w swoje buty – Przepraszam.
Przez dłuższą chwilę, która blondynowi wydawała się trwać wieki, gryfonka w końcu się odezwała.
-To ja przepraszam – wyszeptała – Naprawdę, żałuję że nie pamiętam tego co na łączyło – z każdym kolejnym słowem jej głos łamał się od płaczu – Tęsknie za tobą Draco.
-Hej mała, tylko nie płacz – podszedł do niej i mocno ją do siebie przytulił – To nie twoja wina.
Na jego słowa  Hermiona jeszcze bardziej się rozpłakała, brudząc tym samym jego nową bielusieńką koszulę czarnym tuszem spływającym jej po policzkach.
Draco odsunął się od dziewczyny i spojrzał na jej zapłakaną twarz, po czym kciukiem otarł jej łzy z policzków.
-Zacznijmy od nowa – zaproponował w końcu.
-Co masz na myśli?
-Draco Malfoy – wyciągnął w jej stronę dłoń, patrząc jej głęboko w oczy.
Szatynka spojrzała na wyciągniętą dłoń blondyna i poczuła jak ciężki  kamień spada jej z serca.
-Hermiona Granger – uścisnęła jego dłoń, a na jej ustach pojawił się lekki ale szczery uśmiech.

~~*~~*~~*~~

Oto i niespodzianka, nad którą powoli zaczęłam pracę.
I mam nadzieje ruszyć z nią za jakiś czas.
Co myślicie?
Jesteście na tak? ;)
To tylko zapowiedź,  pełny zwiastun już wkrótce.